Jesteś tutaj: Start > O wolontariacie > WIEDZA O WOLONTARIACIE > Wolontariat w Polsce A.D. 2008
Wolontariat. Skąd ten kryzys?
Spada liczba wolontariuszy w Polsce! Jakie są tego przyczyny? Czy powinniśmy się tym martwić? A może należy zmienić nasze polskie rozumienie wolontariatu i zastosować w myśleniu o nim standardy obowiązujące w innych krajach?
autor: Dariusz Mól (redakcja ngo.pl)
2008-12-08, 10.16
W 2007 r. 13,2%, czyli ok. 4 milionów dorosłych Polaków, poświęciło czas na „bezpłatne, dobrowolne, świadome działanie na rzecz innych, wykraczające poza więzi rodzinno-koleżeńsko-przyjacielskie” (taką definicję „wolontariatu” sformułowało Centrum Wolontariatu). To niemal 9% mniej niż w 2006 r. – wynika z badania „Wolontariat, filantropia i 1%”, przeprowadzonego pod koniec 2007 r. przez Millward Brown SMG/KRC na zlecenie Stowarzyszenia Klon/Jawor oraz Centrum Wolontariatu w Warszawie (CW).
Z czego wynika ten stan rzeczy?
– Być może z jednej strony młodzi ludzie, którzy głównie angażują się w wolontariat, do niedawna widzieli w nim szansę na zdobycie doświadczenia zawodowego. Wolontariat był modny i uważano go za dodatkowy punkt na rynku pracy – jeśli będę wolontariuszem, albo byłem nim, to mam większą szansę na ciekawy angaż. Dlatego pewnie część ludzi włączała się do wolontariatu. I nie ma w tym nic złego. Druga rzecz to fakt, że wielu młodych ludzi wyjechało z Polski i niejako zabrało ze sobą gotowość do wolontariatu – wyjaśnia Dariusz Pietrowski, prezes CW.
Nie przyciągamy
Jan Jakub Wygnański twierdzi, że także organizacje pozarządowe za mało się starają, aby pozyskiwać wolontariuszy.
– Organizacje skupiają się na tym, jak zdobyć fundusze na swoją działalność, jak wykorzystać środki z Unii Europejskiej, ale nie mają dobrych sposobów na przyciągnięcie do nas wolontariuszy. W ostatnich latach nie widziałem w organizacjach jakiegoś szczególnego starania w tej kwestii, a przecież ludzie nie proszeni, po prostu się nie angażują – twierdzi Wygnański.
Ale jest też druga strona medalu.
– Młodzi ludzie często narzekają, że przychodzą do organizacji i nie ma im kto przydzielić np. zadań do wykonania, bo koordynatorzy projektów są zabiegani. Z jednej strony chcemy wszystkich do wolontariatu, a z drugiej nie mamy dla zgłaszających się ani zajęć, ani czasu. W takiej sytuacji ludzie są zdemotywowani, nie mają informacji zwrotnej, co zrobili dobrze, a co źle, i odchodzą zniechęceni. Takimi postawami tracimy potencjalną kadrę dla trzeciego sektora, kadrę mądrych ludzi – mówi Kinga Chrzanowska z CW w Warszawie.
– Wolontariat w zasadzie nie jest świadomie komunikowany: nie wydaje się, żeby istniała jakaś strategia środowisk organizujących działania wolontariackie, przekaz, który budowałby ich wizerunek – podsumowuje socjolog Anna Giza-Poleszczuk.
Zawężona definicja
Dariusz Pietrowski zauważa także, że w Polsce wolontariat traktuje się bardzo klasycznie i stereotypowo – jako pomocy biednym, dzieciom w domach dziecka, niepełnosprawnym, ludziom starszym, chorym w hospicjach. Polski wolontariat to ręka bezpośrednio wyciągnięta do osoby znajdującej się w potrzebie.
– Jeżeli myślimy o wolontariacie, to najpierw przywołujemy te obszary. Jeśli ktoś mnie zapyta: byłeś, albo, czy jesteś wolontariuszem? – to jeśli nie działam w tych wymienionych wcześniej obszarach, to raczej odpowiem, że nie byłem i nie jestem! Jeśli próbowalibyśmy się porównywać z innymi krajami, to nie ma u nas w myśleniu o wolontariacie takich prostych postaw i zachowań, jak np. – jako ojciec zawożę mojego syna i jego trzech kolegów na boisko, bo są zawodnikami w małym klubie i grają mecz, rodzice tych dzieci robią kanapki i pieką ciasto, żeby po meczu zrobić dla dzieci piknik. Takie rzeczy dzieją się w Polsce, ale my ich nie nazywamy wolontariatem – wyjaśnia D. Pietrowski. – W kulturze zachodniej słowo wolontariat jest bardziej pojemne niż u nas. Tam taka postawa obywatelska, dobrosąsiedzka, na rzecz szkoły, np. działalność w radzie rodziców, sportowa, praca w bibliotece, to też jest wolontariat. Jeśli staramy się w tym świecie umiejscowić, powinniśmy zastosować tę samą miarę w naszym myśleniu o wolontariacie.
Podobnie twierdzi A. Giza-Poleszczuk.
– Powszechnie utrzymuje się XIX-wieczne rozumienie wolontariatu jako „bezinteresownego poświęcenia na rzecz maluczkich”. Tak bardzo wąskie pojmowanie wolontariatu skutkuje wąskim zasięgiem „pozyskiwania” wolontariuszy, strategią promowania i komunikowania oraz typem działań, które są kwalifikowane jako wolontariat. Ma to także dwie ważne konsekwencje. Po pierwsze – blokuje podejmowanie działań na rzecz zbudowania podstaw wolontariatu w postaci wprowadzenia go w curriculum uczelniane, sieciowania się z innymi inicjatywami itp. Po drugie – odstrasza od wolontariatu ludzi, którzy chcieliby zrobić coś dla innych, ale niekoniecznie w atmosferze poświęcania się, i niekoniecznie wyłącznie dla osób pokrzywdzonych przez los, ale dla osób, które po prostu czegoś pragną – uważa A. Giza-Poleszczuk.
Komu pomagają
Zawężone myślenie o wolontariacie potwierdzają także badania. Wolontariusze najczęściej wspierają swoją pracą organizacje i grupy działające w sferze edukacji i wychowania, organizacje oraz grupy pomagające najuboższym (choć odsetek wolontariuszy deklarujących wsparcie tego typu organizacjom jest mniejszy niż w 2006 r.), a także organizacje i ruchy religijne oraz parafialne. Najczęstszym powodem pracy społecznej są dla wolontariuszy ich moralne, religijne i polityczne przekonania (mówi o nich 60% osób). 36% angażuje się w wolontariat, licząc na odwzajemnienie pomocy w przyszłości. 33% podjęło pracę społeczną ze względu na zainteresowania i przyjemność z jej wykonywania. Na czwarte miejsce (z siódmego) przesunął się powód pracy społecznej, który świadczy o umacnianiu się wewnętrznych motywacji wolontariuszy – 22% pomaga, bo daje im to możliwość bycia z ludźmi, nawiązania kontaktów, pozwala pożytecznie wykorzystać czas.
W 2007 r. wolontariusze przepracowali ok. 4 godzin miesięcznie. Ponad pięć godzin rocznie pracowało społecznie 80% osób (w 2006 r. – to 75%). 40% badanych poświęciło na pomoc organizacjom więcej niż 15 godzin rocznie, a co piąty ponad 50 godzin. Pomimo znacznego obniżenia zaangażowania w pracę wolontarystyczną wyraźnie wzrosła liczba poświęcanych na nią godzin – ponad dwukrotnie (z 9,3 do 19,8%) wzrósł wśród wolontariuszy udział tych najaktywniejszych, tj. pracujących w ostatnim roku 50 godzin i więcej.
Kim są wolontariusze
Najwięcej wolontariuszy jest wśród osób ze średnim i wyższym wykształceniem. Osoby z wykształceniem zawodowym to wyraźna mniejszość (8%). Tak jak w poprzednich latach, w 2007 r. najczęściej w wolontariat angażowały się osoby młode, także te poniżej 18 roku życia (głównie studenci i uczniowie). Ale pojawiła się nowa grupa – osoby w wieku 36-45 lat. Najmniejszy udział wolontariuszy w 2007 r. odnotowano w grupie wiekowej 26-35 lat. Prawdopodobnie jest to związane z tym, że są to osoby, które już nie studiują, ale nie mają na tyle ustabilizowanej sytuacji życiowej, zawodowej, by móc poświęcić czas na działalność społeczną. Jest to też największa grupa, z której rekrutuje się wspomniana już wcześniej emigracja zarobkowa.
Zacierają się także różnice w przewadze którejś z płci wśród wolontariuszy – w porównaniu z danymi z 2004 r. widać wyraźną zmianę – wówczas wśród wolontariuszy przeważali mężczyźni (5% różnicy). Zarówno wśród kobiet, jak i wśród mężczyzn poziom wolontariuszy wynosi ok. 13%.
Pracować za darmo?
Być może za spadkiem liczby wolontariuszy stoi wciąż niskie zaufanie społeczne w Polsce. A i same organizacje pozarządowe nie cieszą się zbytnią przychylnością Polaków, którzy wg badań CBOS wymieniają trzeci sektor dopiero na trzecim miejscu po władzach lokalnych i rządzie (odpowiedź na pytanie, kto przede wszystkim powinien zająć osobami potrzebującymi pomocy). Okazuje się także, że w ostatnich trzech latach, jakie upłynęły od śmierci Jana Pawła II, niekorzystne zmiany zaszły też w parafiach, które dla wielu osób są szkołami społecznego działania i miejscem, gdzie znajdują oparcie w potrzebie. W badaniach CBOS można przeczytać, że np. „w porównaniu z rokiem 2005 badani rzadziej odnotowują w swojej lokalnej parafii działanie: zespołów charytatywnych (spadek o 11%), mniej badanych stwierdza, że organizuje się opiekę nad dziećmi (spadek o 16%), mniejszy zakres ma także opieka nad ludźmi starymi, niedołężnymi (spadek o 11%) oraz pomoc dla najuboższych (spadek o 9%) i bezrobotnych (spadek o 7%)”.
– Coś niedobrego dzieje się w społeczeństwie. Przeprowadzona ostatnio „Diagnoza społeczna” pokazała, że wzrasta liczba osób akceptujących zachowania nieobywatelskie, która potwierdza to, że Polacy nie mają szczególnego przywiązania do różnego rodzaju instytucji, organizacji i dobra ogólnego – podkreśla J. J. Wygnański. – Jako społeczeństwo nie myślimy o tym, żeby pomagać innym, tylko jesteśmy nastawieni na indywidualizm, materializm i konsumpcję, a to nie sprzyja zaangażowaniu wolontarystycznemu.
– Wciąż jeszcze pokutuje taki wstyd obywatelski, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach – „Co ty frajer jesteś, głupi, żebyś za darmo pracował?” – dodaje Pietrowski.
Kluczowe jest zaufanie
Są jednak organizacje, które nie narzekają na brak wolontariuszy. Należy do nich choćby Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy (WOŚP).
– Nie zauważyliśmy tego, że maleje liczba wolontariuszy. Na wszystkie organizowane przez nas przedsięwzięcia, nie tylko Wielki Finał Orkiestry, ale też np. Przystanek Woodstock, zawsze mamy więcej chętnych niż potrzebujemy – twierdzi Krzysztof Dobies, rzecznik WOŚP. Uważa on, że kluczem do pozyskiwania wolontariuszy jest zaufanie do organizacji. Według badania CBOS dotyczącego zaufania Polaków do wszystkich instytucji społecznych w naszym kraju, Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy zajmuje pierwsze miejsce. Z kolei według badania BAV sprawdzającego pozycję polskich marek, WOŚP jest na drugim miejscu pod względem siły marki, której najważniejszą składową jest zaufanie.
– W Polsce działa tysiące organizacji pozarządowych, ale tylko nieliczne potrafią w sposób przejrzysty i rzetelny rozliczać się przed społeczeństwem z tego, co zrobiły, np. ile zebrały funduszy i na co je przeznaczyły. Orkiestra od 17 lat zawsze w jasny sposób pokazywała: ile pieniędzy zebrała i na co zostały one przeznaczone. Na zaufanie trzeba sobie zapracować, ale skutkuje to potem choćby tym, że w nasze działania ludzie chcą się włączać i nie mamy kłopotu z wolontariuszami – zapewnia K. Dobies.
Program naprawczy
Z jednej strony mamy spadek liczby wolontariuszy, z drugiej jest WOŚP, która takiego braku nie odczuwa. Społeczeństwo nie patrzy przychylnym okiem na organizacje trzeciego sektora, a te nie starają się budować do siebie zaufania. Wśród wolontariuszy mamy wielu młodych ludzi, ale nie zauważamy dużej grupy seniorów, dla których praca społeczna mogłaby stać się sposobem na życie.
– Zewnętrznego obserwatora uderza młodzieńczy profil wolontariatu i wolontariuszy w Polsce. W takich krajach, jak Szwecja czy Austria, odsetek osób w wieku powyżej lat pięćdziesięciu, którzy angażują się w wolontariat, sięga 90%. W Polsce wynosi zaledwie 12%! A przecież osoby starsze, dysponujące czasem, często odczuwające silną potrzebę bycia komuś potrzebnym, stanowią znakomitą potencjalną grupę wolontariuszy. U nas jednak wolontariat ma twarz młodego człowieka, a i sam klimat prezentowania działań wolontariackich utrzymany jest w energetycznym, młodzieńczym nastroju – twierdzi A. Giza-Poleszczuk.
Wciąż także kurczowo trzymamy się stereotypowego myślenia o wolontariacie.
– Wzrasta deklarowana liczba godzin na pracę wolontarystyczną, ludzie pracują w więcej niż tylko jednej organizacji i są związani z więcej niż tylko jednym działaniem. Oznacza to, że ilość przechodzi w jakość. Teraz trzeba jeszcze pokazać ludziom, że wolontariat nie ma granic, że jest wiele niezagospodarowanych środowisk, które mogą korzystać z wolontariuszy. To może być źródło dla nowych wolontariuszy, zwłaszcza tych, którzy nie odnajdują się w tym klasycznym, stereotypowym wolontariacie i nie chcą pracować w hospicjum czy domu dziecka, tylko np. w klubie sportowym, osiedlowym czy w bibliotece – uważa D. Pietrowski.
Bardziej „uwodzicielsko”
– Wolontariusze to „zasoby naturalne” trzeciego sektora. Apelowałbym do organizacji, aby mądrze je wykorzystać. Trzeba pracować nad wolontariatem, szukać ludzi, formułować dla nich dobre oferty. Organizacje pozbawione wolontariuszy, a zatrudniające tylko pracowników tracą swoją specyficzność – zapewnia J. J. Wygnański.
– Jeżeli od najmłodszych lat uczy się człowieka pewnych społecznych zachowań w domu, w szkole, i jeśli człowiek się spotyka z takimi działaniami w swoim życiu, dotyka ich, uczestniczy w nich, to później, gdy jest już dorosłym, nie mówi sobie, że będzie wielkim wolontariuszem, tylko podejdzie do tego zupełnie normalnie. Jeśli będzie miał wolną chwilę, to wybierze wolontariat – mówi Pietrowski.
– Widać jasno, że na spadek potencjału wolontariatu składają się zarówno czynniki rzeczowe, takie jak migracje młodych, wzrost innych form działań społecznych (np. banków czasu), jak i czynniki związane z psychologią. Powinniśmy koniecznie zacząć myśleć o wolontariacie szerzej, otworzyć się na osoby starsze, ale i zastanowić się, jak i co o wolontariacie mówić, żeby stał się bardziej „uwodzicielski” – przekonuje A. Giza-Poleszczuk.
Wykorzystano dane z następujących opracowań: